sobota, 15 lutego 2014

Rozdział III

Dla tych, którzy komentują.
Szanują mnie, więc ja szanuję ich.

Przez kilka kolejnych dni życie Draco wracało powoli do normy, czyli stanu, w jakim się znajdowało przed powrotem Katie Bell. Albo i nawet wcześniejszego, biorąc pod uwagę, że zadania powierzone mu przez Czarnego Pana przestały go martwić tak bardzo jak ostatnio, chociaż nie posunął się w wykonaniu ich nawet o cal1. Po pamiętnej rozmowie z Blaise’em poczuł się o wiele lepiej, rany na jego psychice dzięki przyjacielowi zaczęły się powoli goić. Czuł w sobie nowe pokłady sił. Nawet przestał żałować tak bardzo, że na początku roku szkolnego bezmyślnie chwalił się znajomym, że został Śmierciożercą. W końcu to między innymi dlatego Zabini wszystkiego się domyślił i mógł mu pomóc podnieść się z kolan.
Zaczął bardziej skupiać się na nauce — słuchał nauczycieli, robił notatki, starał się odrabiać zadania. Ogólnie mówiąc, pracował na tyle dobrze i intensywnie, na ile pozwalały mu możliwości. Tylko na lekcjach obrony przed czarną magią prowadzonych przez Severusa Snape’a zachowywał się coraz gorzej. Uważał, że profesor chce stanąć w blasku chwały jego kosztem, że próbuje wykonać zadanie za niego. A chłopak nie mógł pozwolić na coś takiego, przecież ważyły się losy jego i całej rodziny. Próbował więc dopiec nauczycielowi ze wszystkich sił, rzucając niewybredne uwagi na każdy temat i zachowując się wręcz nagannie. I nie przejmował się, że było to dziecinne.
Myśli chłopaka coraz rzadziej błądziły wokół Katie, którą uznał za niegroźną, przynajmniej na razie (w końcu wyglądało na to, że niczego nie pamiętała, że nawet się nie domyślała, kto stał za wyrządzonymi jej krzywdami). Niemniej jednak za każdym razem, kiedy ją spotykał, nie mógł ominąć jej tak po prostu, jakby nie istniała (co do tej pory wychodziło mu bezbłędnie, jeśli chodziło o wszystkich innych). Zbyt wiele godzin spędził, rozmyślając o niej, zbyt wiele razy zastanawiał się, co będzie, gdy dziewczyna wszystko sobie przypomni, dowie się prawdy.
*
Pierwszy raz po zaskakującym spotkaniu w Pokoju Życzeń ujrzał ją już dzień później — w piątek. Dziewczyna, mijając go w drzwiach Wielkiej Sali podczas pory obiadowej, przyglądała mu się uważnie, jakby próbowała wyczytać coś z jego twarzy. Nie spoglądała jak inni, z nienawiścią lub strachem, raczej z zaciekawieniem. Widząc jej minę, która oznajmiała, że powoli rozgryza jakąś zagadkę, odwrócił wzrok. Sytuacja ta okazała się być jedną z niewielu, w której musiał, a raczej bardzo chciał uniknąć czyjegoś spojrzenia. Zazwyczaj działo się na odwrót i to Draco był górą. To już samo w sobie było dziwne. Ale oczywiście nie najdziwniejsze.
W sobotę znowu się spotkali, tym razem na jednym z korytarzy prowadzącym do biblioteki. Chłopak właśnie wracał z królestwa pani Pince, niósł ze sobą potężną książkę o dosyć wymownym tytule: Pozbądź Się Szkód, Zanim Wyjdą na Jaw — Zaklęcia Reperujące. Jego długość nie odstraszała jednak Malfoya, tak samo jak porażająca ilość stron (dziewięćset trzydzieści siedem, a warto dodać, że księga miała około trzynastu cali długości oraz dziesięciu cali szerokości). A działo się tak dlatego, że miał nadzieję na odnalezienie przydatnych zaklęć, które mogłyby mu pomóc w naprawie Szafki Zniknięć. Naczytał się woluminów o podobnej treści już wiele i za każdym razem miał nadzieję, że kolejny okaże się być tym kluczowym. Jednak wciąż takowego nie odnalazł.
Nie spoglądając przed siebie, zmierzał na błonia, które od kilku dni były coraz przyjemniejszym miejscem do odpoczynku i nauki. Nastawił się psychicznie na to, że już za kilka minut poczuje na bladych policzkach promienie słoneczne i zacznie się rozkoszować ciepłem, jakie raczyło innych uczniów w ten pogodny dzień. Nagle książka znalazła się na kamiennej podłodze, a w jej ślady poszła Katie Bell, wydając z siebie przy tym jęk bólu. Draco przeklinał się za pecha, który trzymał się go już od tygodnia, a mianowicie od dnia powrotu dziewczyny z Munga. Przecież zderzyli się ze sobą już drugi raz! A warto dodać, że przez poprzednie sześć lat ani razu nic takiego nie miało miejsca, co czyniło te wypadki jeszcze bardziej dziwnymi.
 — Nie pomożesz mi? — zapytała oburzona. Pod tym oburzeniem kryło się coś jeszcze, na ustach błądził zawadiacki uśmieszek, który pozbawiał ją powagi.
 — Em… Raczej nie — odparł chłopak, a jego kpiący śmiech rozniósł się echem po pustym korytarzu (w soboty uczniowie rzadko zaglądali do biblioteki, a już zwłaszcza wczesnym południem).
 — To bardzo miłe z twojej strony, naprawdę — rzuciła zła. Po wcześniejszym rozbawieniu nie było śladu.
 — Wiem.
Wyminął ją, wciąż siedzącą na kamiennej posadzce, i kontynuował spacer. Czuł, że znów wraca jego dawna osobowość, umiejętność dopiekania ludziom i denerwowania ich. I nie było mu z tym specjalnie źle, w końcu lepsze to niż cień człowieka, którym stał się kilka miesięcy temu.
Trzecia konfrontacja miała miejsce właśnie na hogwarckich błoniach. Przeglądał książkę już od dwóch godzin i miał wrażenie, że litery tańczyły na pożółkłych stronach. Zamknął ją więc, zapamiętując wcześniej, że skończył na sto pięćdziesiątej stronie. Niczego pożytecznego nie znalazł do tej pory i zaczynał się niecierpliwić. Jednak intuicja podpowiadała mu, że tym razem trafi na jakieś właściwe informacje. A może był to głos nadziei?
Podniósł się na nogi, otrzepał czarną szatę szkolną i skierował się w stronę wejścia do zamku. Spojrzał przed siebie i od razu wypatrzył na swojej drodze czarną czuprynę Katie. Wyminął ją zręcznie. Ona jednak zamiast pójść dalej zatrzymała się na moment i obróciła w jego stronę. Lekko rozwarła malinowe usta, jakby chciała mu coś powiedzieć, jednak widząc jego uniesioną delikatnie prawą brew, zrezygnowała. Draco w tamtym momencie odczuł niesamowitą ulgę — dała mu spokój, co dobrze wróżyło na przyszłość.
W niedzielę szczęście zaczęło do niego wracać. Nie spotkał Katie ani razu, a ponadto podejrzewał, że trafił wreszcie na właściwy trop w wypożyczonej księdze. Przez cały dzień się uśmiechał i nawet darował sobie złośliwe uwagi w stosunku do innych uczniów.
*
Nadszedł poniedziałek, a wraz z nim przymus udania się na lekcje. Draco, wciąż zadowolony z poprzedniego dnia, wstał wcześniej niż zwykle i dokończył pracę domową z transmutacji. Wprawdzie nie powalała ona swoją estetyką czy dokładnością, ale najważniejszy był fakt, że ją wykonał, a profesor McGonagall postawi mu ocenę wyższą niż troll.
Zajęcia mijały szybko, nie pojawiały się żadne niespodzianki. Tylko eliksiry okazały się dla chłopaka nieudane.
Horacy Slughorn znany był już od dawna w szkole z tego, że “kolekcjonował” zdolnych uczniów. Nic dziwnego zatem, że faworyzował Pottera. Wprawdzie Ślimak miał do tego powody, skoro Harry’emu wszystko dotyczące eliksirów wychodziło najlepiej, ale to nie zmieniało faktu, iż Draco niesamowicie się irytował z tego powodu.
 — Harry, znowu coś pokręciłem — do uszu Malfoya dotarło marudzenie Rona Weasley’a, najlepszego przyjaciela Pottera od pierwszego roku. — W podręczniku jest napisane, że na tym etapie mikstura powinna mieć kolor łososiowy, nie burgundowy.
Wszyscy wiedzieli, że Ronaldowi nie szło nigdy dobrze w nauce, a źródłem jego dobrych ocen okazywała się być Hermiona Granger — dziewczyna pochodzenia mugolskiego, której Draco szczerze nienawidził. I nawet nie chodziło o to, że nie była czystej krwi. Jej przemądrzały ton i to, że zawsze wiedziała wszystko o wszystkim, były dla niego tak denerwujące, że stały się głównym powodem długoletniej i odwzajemnionej antypatii. No i oczywiście nie bez znaczenia okazywał się fakt, że została na pierwszym roku najlepszą przyjaciółką Pottera i Weasley’a.
 — Harry, możesz mi pomóc? — znów dało się słyszeć rudzielca. Jego błagalny głos przyprawił Malfoya o ciarki na plecach.
 — Zamknij się, Weasley. Ktoś tu próbuje pracować — warknął Draco, posyłając delikwentowi spojrzenie, jakiego sam bazyliszek by się nie powstydził.
Ron nie odezwał się na to słowem. Nagle przybrudzony kociołek i szczurze ogony okazały się być nadzwyczaj interesującymi przedmiotami, więc zaraz wzrok Gryfona podążył w ich kierunku.
Draco usatysfakcjonowany powrócił do wrzucania składników do kociołka. Triumf tak go oszołomił, że zamiast pociąć pięć korzonków asfodelusa, z rozmachem pociął siedem. Dorzucił je do magicznego napoju, nie spoglądając nawet w jego stronę. W naczyniu zawrzało, odgłos bulgotania rozniósł się po klasie. Momentalnie wszystko wybuchło, a eliksir wylądował wprost na świeżo wypranej, czarnej szacie z naszytym na piersi godłem Slytherinu. Wściekły Malfoy chwycił od razu swoją różdżkę i wypowiedział cicho pod nosem kilka krótkich formułek. W mig jego ubranie zrobiło się czyste, jednak bardziej od plam na ciuchu irytowała go plama na honorze, której nie dało się usunąć prostym zaklęciem.
 — No i z czego rżysz, Weasley? — zasyczał wściekły cicho, nie chcąc zwracać na siebie więcej uwagi profesora, który zganił go za nieostrożność.
 — Nie twoja sprawa, Malfoy — odpowiedział z satysfakcją biorącą się z tego, że Draco się ośmieszył.
 — No to przestań się gapić!
 — Do twarzy ci było w różowym. Eliksir podkreślał twoje delikatne rysy twarzy. Buźkę odziedziczyłeś po mamusi, jak mniemam?
Gryfoni wybuchli śmiechem. Był on tym głośniejszy i radośniejszy, że nikt nie spodziewał się wygranej Rona w tej potyczce słownej. Po chwili wrzawa ucichła, a młodzież powróciła do ważenia elisirów, zagoniona do pracy przez Slughorna.
 — Wiesz co, Weasley? Ja zawsze wiedziałem, że wolisz chłopców. Ale trzymaj się z daleka ode mnie, ja nie z takich. I nie mieszaj do niczego mojej matki, zajmij się swoją rodziną zdrajców krwi.
Wściekły, ale pocieszony zwycięstwem Malfoy śmiał się kpiąco, a reszta Ślizgonów dzielnie mu sekundowała, gdy twarz rudzielca pokryła się nierównomiernie rumieńcem koloru buraczanego. Tę nieoficjalną bitwę ostatecznie wygrał Ślizgon.
*
Merlinie! Za co zostałem pokarany takimi kretynami w szkole? — Malfoy wzdychał, kierując się w stronę błoni. — Chyba wyszedłem ostatnio z formy… Nawet Weasley przygadał mi dzisiaj!
Chłopak nie był zadowolony z przebiegu ostatniej lekcji, zresztą trudno żeby było inaczej. Zły na wszystko i wszystkich zasiadł po długim spacerze na trawie tuż przy jeziorze.
Promienie słoneczne odbijały się od lustra wody, po którym tańczyły wesoło, migocząc. Tafla była nieruchoma, spokojna, jakby uśpiona, niewzruszona żadnym podmuchem powolnego, leniwego wiatru. Źdźbła traw falowały delikatnie, łaskocząc Draco w dłonie, którymi je gładził. Drzewa Zakazanego Lasu wydawały się być murem odgradzającym Hogwart od reszty świata. Ślizgon spojrzał za siebie, przyglądając się tajemniczemu, imponującemu zamczysku, który krył w sobie wiele zagadek, będących być może nie do rozwiązania dla zwyczajnego, młodego ucznia. To miejsce miało już niedługo nie być takie samo. Wiedział, że po wizycie Śmierciożerców szkoła zamieni się w pobojowisko i był świadom, że nie sprawi mu przyjemności patrzenie na to, jak miejsce, w którym spędził połowę życia, zostanie zniszczone przez bandę psychicznie chorych czarodziei żądnych krwi niewinnych.
Westchnął pod nosem, przeklinając w myślach swój parszywy los. Wymacał pośród okruchów ziemi płaski, szary, zimny kamień. Nie zastanawiając się nad tym, co robi, wrzucił go do jeziora, wprawiając wodę w ruch. Nie wiedział dlaczego, ale poczuł ulgę. Natychmiast znalazł drugi, tym razem mniejszy i bardziej okrągły. Zamachnął się energicznie i z całej siły rzucił kamieniem przed siebie. Uśmiechnął się, nie mając pojęcia, co go do tego zmusza. Po chwili zaśmiał się krótko w głos. Było mu dobrze, po prostu dobrze. Przez moment mógł zapomnieć o problemach, żyć chwilą. I to okazało się być piękne, odprężające.
Jak to zwykle w takich pozornie idealnych sytuacjach bywa, spokój chłopaka został zakłócony. Od strony pobliskiego drzewa doszedł go cichy dźwięk łamanej gałęzi. Nie zdążył sprawdzić, kto czaił się za grubym pniem. Mignęła mu tylko burza ciemnych, prostych włosów, oddalająca się w stronę szkoły.
*
Katie obserwowała go, odkąd tylko znalazł się poza zamkiem. Wyglądał na zmartwionego, może nawet zdenerwowanego lub wściekłego, chociaż z jego twarzy trudno było cokolwiek wyczytać. Nie mogła oderwać wzroku od prawie kamiennego oblicza. Spoglądała, jak z rozmachem rzucał kamienie do jeziora, na którego dnie miały pozostać już na zawsze. Niespodziewanie roześmiał się, a twarz, dotąd skuta maską, ukazała emocje. Był szczęśliwy. Nigdy nie widziała tego chłopaka śmiejącego się, czy choćby uśmiechającego się w zwyczajny, radosny sposób, jednak teraz była pewna tego, co widzi. A widok ten sprawiał jej przyjemność, pomimo tego że nie wiedziała, dlaczego tak się dzieje, skąd bierze się zainteresowanie tą osobą.
Naraz zbyt mocno podparła się gałęzi wielkiego drzewa z grubym pniem, na którym pojawiało się z każdym dniem coraz więcej liści. Zaszeleściło, trzasnęło. Draco obrócił się w jej kierunku. Wzięła nogi za pas. Uciekła szybko, zmierzając do Hogwartu.
Co ja właściwie robię? Po co go obserwowałam? Dlaczego tak bardzo ciekawi mnie jego osoba? Co mnie do niego ciągnie?
Nie znalazła odpowiedzi na te i inne pytania.
Miała tylko nadzieję, że pozostała niezauważona.


_________________________________________________
1Cal - jednostka miary używana w Anglii równa 2,54 centymetry.

20 komentarzy:

  1. Jejku. Na stringi Umbridge, nooo. Szuper! *-*
    Bardzo mi się podobają te opisy. Są tak dokładne, że obraz sam pojawia mi się przed oczami.
    Szalony ten Dracze. Rzucanie kamieniami jest niebezpieczne przecież. Jakby trafił w kałamarnicę to pewnie Katie by już nie zobaczyła jego bladej twarzyczki.
    No ale nic. Pozostaje mi tylko czekać na moment, kiedy zamienią ze sobą więcej niż kilka zdań.
    A Teoś w tym opowiadaniu wystąpi? <3
    Ściskam, em.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję.
      O tak. Musiał się wykazać niebywałą odwagą, rzucając kamieniami do jeziora. Która by nie chciała takiego maczo? ;D
      Teosia nie planowałam, ale może gdzieś kiedyś będzie o nim co nieco. ;)
      Tulę,
      Ap

      Usuń
  2. ......
    Co tu powinnam napisać, żeby nie powtórzyć innych komentarzy?
    .....
    (w miejsce kropek wstaw wszystkie komplementy jakie kiedykolwiek dostałaś, pomnóż je przez 637378273839939383838, a one nawet w 0,01% nie oddadzą tego jak mi się podobało!)

    Czemu muszę czekać cały tydzień na kolejny rozdział? Nie wytrzymam!

    Pozdrawiam,
    mimoza.

    OdpowiedzUsuń
  3. Draco ma humorki. Raz czuje się lepiej, potem gorzej... Widać, że nie może się odnaleźć. Życie zaczyna go przytłaczać. Ale ma nadzieję i wierzy, że w końcu będzie dobrze. Gdyby nie to, pewnie jego psychika byłaby cała w gruzach. Piękne w tym wszystkim jest to, iż Draco ma przyjaciela i wie, że może na niego liczyć. W tych chwilach obecność kogoś, komu się ufa jest naprawdę ważna. Draco może być dumny, że poznał Zabiniego.

    U Kate zaś widać niebywałą fascynację osobą Dracona. W sumie trochę mnie dziwi, że tak od razu zaprzeczyła, jakoby to Malfoy mógł być tym, który przyczynił się do jej pobytu w Mungu. Jestem ciekawa, co też siedzi w jej głowie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do Draco masz całkowitą rację - Twój opis pokrywa się z jego osobowością co do joty. Rozgryzłaś tą postać. Właściwie nie wiem, czy to dobrze, chyba nie powinien być taki łatwy do odczytania...
    Co do Katie zaś - ona jest osobą z natury dobrą. Nie mówię, że jest jakaś tam cudowna, o anielskim usposobieniu, etc. Nie mam zamiaru tworzyć Mary Sue. Jednak nie jest skłonna do podejrzliwości, zwłaszcza jeśli ma podejrzewać człowieka, którego w ogóle nie zna i o którym nic nie wie, o to, że ją skrzywdził. Uważam, że ja też bym nie podejrzewała o podobne rzeczy chłopaka z roku niżej, którego kilka razy w życiu minęłam na szkolnym korytarzu i jeszcze mniej razy z nim rozmawiałam.
    Pozdrawiam,
    Ap

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie! Naprawdę takiego bloga szukałam, piszesz świetnie. :)
    Czuć po prostu klimat, bohaterowie są fajnie opisani... No, super po prostu...
    Tak trzymaj!
    Vanessa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Nie wiem, czym zasłużyłam sobie na podobne słowa, niemniej jednak jest mi bardzo miło. ;)

      Usuń
  6. Trochę mnie tu nie było, mam nadzieję, że jednak chociaż trochę mnie pamiętasz :)
    Zacznę od tego, że szybko nadrobiłam zaległe rozdziały. Jak zaczęłam czytać, to nie mogłam się oderwać i byłam strasznie zła, że są tylko trzy części. Pewnie się powtórzę, ale masz fajny styl pisania. Nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, żadnych uwag czy coś w tym stylu. Jestem zauroczona tym opowiadaniem :)
    Pamiętasz, jak mówiłam Ci, żebyś nie psuła Draco? I bardzo się cieszę, że tego nie robisz - jest dokładnie taki, jak w książce. Ma uczucia, ale nie jest totalnym badassem/bożyszczem hogwarckich dziewcząt (niepotrzebne skreślić), ale potrafi wkurzyć. Draco Ci się udał, moja droga :)
    Co do Katie, to mam wrażenie, że wciąż bardzo mało o niej wiemy. Na razie jest bardziej postacią dalszoplanową, a pierwsze skrzypce gra Draco. Może to i dobrze, będziemy mieli czas na poznanie jej lepiej :)
    Życzę Ci dużo weny i postaram się częściej wpadać :)
    Całuję, A.
    http://jeszcze-o-nas.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętam, pamiętam. ;)
    Dziękuję bardzo, chociaż uważam, że Twoje słowa są zbyt wielkie.
    Z Draco bardzo się staram, więc naprawdę mi miło, że tak uważasz.
    Katie na razie nie będzie na pierwszym planie, dla mnie główną postacią w opowiadaniu jest i zawsze będzie Draco. Jednak już wkrótce napiszę o niej coś więcej. ;)
    Ściskam,
    Ap

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie zbyt wielkie, tylko szczere!
      Bardzo to widać, że się starasz. To naprawdę da się zauważyć, kiedy autor wkłada dużo pracy w daną postać - Tobie wyszło to świetnie :)
      I bardzo dobrze, że nie będzie na pierwszym planie! Co za dużo, to niezdrowo, ale czekam na więcej Katie :) Team Draco! :D
      Całuję!

      Usuń
  8. Witam.
    Cóż opowiadanie co raz bardziej mnie wciąga, masz wspaniałe opisy, to jak opisujesz bohaterów...cudo! ( sama bym tak chciała umieć), opowiadanie jest z pewnością bardzo oryginalne.
    Życzę dużo weny ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa. A wena się przyda, bo mój Wen pojechał na wakacje. ;D
      Pozdrawiam,
      Ap

      Usuń
  9. Draco jest genialny. Wybacz, to będzie bardzo chaotyczny komentarz. Styl stylem, jest bardzo dobrze, bogate słownictwo, logiczne zdania, wszystko ładnie układa się w całość, nie musze główkować, co chciałaś mi przekazać :>
    No i Draco jest genialny, tak, wróćmy do tego. Scena z Ronem - mistrzostwo. Kocham, ubóstwiam, wielbię, kiedy Malfoy jest taki wredny i sarkastyczny. W pełni rozumiem fascynację Katie ^^
    Taaak i znowu dużo uczuć. Kurczę, serio, zazdroszczę Ci tych opisów, ja tak nie potrafię. Niesamowicie potrafisz oddać emocje bohaterów, jakbyś normalnie wszła w ich skórę.
    Dodaję Twojego bloga do listy polecanych przeze mnie ff. Jakie szczęście, że przeczytałam go dopiero dziś - do następnego rozdziału zostało już tylko 11 godzin!
    Pozdrawiam, życze weny i zapraszam do mnie :3
    http://yaoi-tomarry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejku, dziękuję Ci bardzo kochana za te wszystkie komentarze. Chyba nikt jeszcze nie poświęcił mi (a właściwie "Czystemu sercu") tak wiele czasu.
    Nie mam pojęcia, co Ci odpisać. Chyba mogę dodać tylko, że naprawdę sprawiłaś mi wielką przyjemność.
    Możesz być pewna, że Twoje opowiadanie przeczytam.
    Na zakończenie pozostało mi tylko powiadomić i przeprosić zarazem - jutro nie będzie rozdziału, ponieważ mój komputer zdechł. ;/
    Ściskam,
    Ap

    OdpowiedzUsuń
  11. Nooo, rozdział równie dobry co poprzednie. Nawet to rzucanie kamieniami mnie nie zdziwiło, sama czasem mam takie dziwne "jazdy", kiedy muszę odreagować. XD
    Mam cichą nadzieję, że niedługo Dracon domyśli się, iż te wszystkie spotkania nie były przypadkiem. Jestem ciekawa, jak wtedy potoczą się ich rozmowy i czy Katie nie straci umiejętności wybrnięcia z każdej słownej potyczki.
    Ale i tak najlepsze w blogu są opisy i Twoje barwne słownictwo.
    A ponieważ jesteś w moim wieku, jeszcze milej czyta mi się to opowiadanie. :')
    Czekam na następną notkę.

    Pozdrawiam!
    [rose-z-ravenclawu.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo za wszystkie komentarze - zarówno za pochwały jak i wytknięcia błędów (które poprawię jak tylko mój komputer zmartwychwstanie).
      Na Twojego bloga na pewno zajrzę, jednak niestety na razie muszę z tym trochę poczekać, ponieważ momentami nie wyrabiam.
      Pozdrawiam,
      Ap

      Usuń
  12. Piszesz naprawdę ciekawie i wciągająco, muszę to przyznać. Mimo że, jak wspomniałam, nie lrzepadam za tym połączeniem, to czuję wielką chęć by czytać dalej. W moim przypadku to naprawdę coś :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem już, co mam chwalić. Po prostu szok, bo mnie zatkało. No super. Ogólnie rzecz biorąc, ciekawie, ciekawie. Fajnie, że opowiadanko jest bogate w opisy, to lubię ;). Ale tak jakoś mi dialogów brak, nie wiem, czy ich mało, czy po prostu chcę więcej xD.
    Robi się tak... romantycznie? Nie mam odpowiedniego słowa. Chodzi mi o to, że Katie nie wie, co czuje i co robi. Z życia wiem, że to jednak coś znaczy ;).
    Weny, weny, weny i jeszcze raz weny, kochana :*.
    Love, A.

    OdpowiedzUsuń
  14. Powoli staram się nadrobić moje zaległości w Twoim opowiadaniu, wczoraj przeczytałam już kilka rozdziałów, ale koniecznie chcę skomentować każdy z nich!
    Z reguły nie czytam niczego innego, co nie jest Dramione lub nie jest treścią o Huncwotach, jednak to opowiadanie jest po prostu WSPANIAŁE. Co do treści - nie podoba mi się, że Weasley ciągle mu wchodzi w drogę, ale z kolei cieszę się, że Katie wszędzie za nim łazi i wpadają na siebie! Bardzo wzruszająca była ta samotnia Malfoya nad jeziorem, poczuł się wreszcie tak beztrosko. <3

    OdpowiedzUsuń